0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Fot.: Marzena Palma
Zawsze słyszę właśnie taki tekst: ale dużo jesz! I rzeczywiście: pochłaniam ilości jedzenia, które mogą zdumiewać. I co? I nic! Wolność! Bo w mojej wielkiej misce znajdziecie tylko to, co zdrowe. Sezonowe. Polecam lunch w pracy przygotowany własnymi rękami!

Poranek na targu…

Codziennie rano przed pracą kieruję swoje kroki w stronę warszawskiej Hali Mirowskiej. To bardzo znane targowisko. A ceny jak marzenie! Już mnie tam znają – napiszę o tym kiedyś nieco więcej.

Biorę reklamówkę i ładuję, co mają.
Pomidory.Teoretycznie „na zupę”. Już niemal przejrzałe, słodkie jak miód. Malinowe, jojo, a także czarne które szczególnie przypadły mi do gustu. 
♥ Paprykę… Czerwoną, żółtą, białą, zieloną.
♥ Moją ukochaną cukinię. W każdej ilości!
Nie omieszkam zabrać ze sobą również jabłka, sałatę lodową, a czasem też rzodkiewki. 
Za wielką reklamówkę zapłacę parę złotych. Za to lunch wyborny. Pyszny. Boski.

Lunch – micha warzyw i ja!

♥ Zalewam wrzątkiem makaron razowy.
Mniej więcej szklankę – on i tak nie zwiększa objętości. Nie, nie gotuję go. Wystarczy minuta w wodzie, a potem i tak zmięknie w misce, taplając się w soku pomidorowym.

Kroję paprykę, zaś cukinię ścieram na tarce. Dokładam pomidory, ile dusza zapragnie! Do tego dorzucam odsączony makaron. To już prawie koniec. Jeszcze sól, łyżeczka oliwy i odrobina octu balsamicznego. I gotowe. Wielka micha warzyw czeka. A wszyscy mijają mnie i mówią: ILE TY JESZ!

Kocham lato. Kocham warzywa i moją miskę. Nie odchodźcie, proszę!