0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Przez lata myślałam o nim „mój”. Najwierniejszy. Nigdy nie zawiódł. Przeszedł ze mną więcej niż ktokolwiek. Przez długie miesiące ze strachem myślałam, że może się nagle skończyć. Aż w końcu poczułam, że nie chcę czekać na jego śmierć. Chcę, aby sobie odpoczął, aby móc go jeszcze kiedyś zaprosić do współpracy, gdy tylko przyjdzie moment wspomnień.

On, czyli laptop.

Myśli ze mną i przysięgam, oddycha tak, jak ja.
Moje dłonie znają go tak doskonale, że mogę wypluwać z siebie słowa nawet w ciemnościach.

Kto rozważa o przedmiocie w taki sposób?

To nie przedmiot. To druh, kompan, pomocnik. To moja prawa i lewa ręka.

 

 

Ile tekstów się przez niego przelało? Nie jestem w stanie zliczyć.

Praca magisterska.
Całe tabuny prac maturalnych.
Prace zaliczeniowe.
Setki (!) tekstów na blogi.
Dziesiątki tekstów copywriterskich.
Setki artykułów dla goforworld.com.
Tysiące maili. Tych ważnych, bardzo ważnych i tych, które przyprawiały o szybkie bicie serca.
Debiutancka powieść.
Druga książka.
Trzecia książka.
I wszystko, czego nie policzę.

Myślicie o różnych rzeczach z czułością? Macie wrażenie, że chowacie w nich to, co kochacie szczególnie? Zdjęcia. Filmy. Wiadomości. Wyznania. Wspomnienia. Coś, co was bawi albo wzrusza.

Taki właśnie jest mój laptop. I chociaż ma już prawie 9 lat, to jednak ani razu nie miał chwili wahania. Każdego dnia włączał się, gotów na pracę. Nikt go nie oszczędzał, a on nadal daje radę. Nadal zerka na mnie co rano, będąc pierwszym, na czym skupiam uwagę.

Ma już swoje wady, ale i tak go kocham. Trzeba dać mu więcej czasu, gdy się budzi i jeszcze więcej, gdy schodzi ze zmiany.

Mam wrażenie, że pożegnanie z nim zamyka jakiś rozdział.
Pewnie to tylko w mojej głowie. Pewnie nowy będzie super-hiper i pokocham go, jak nowo narodzone dziecię.
Ale…
Ale, do cholery, pisząc ten tekst na moim starym, niezastąpionym przyjacielu, mam wrażenie, jakbym opuszczała kogoś bliskiego. Może nie na zawsze, ale przecież kontakt już nie będzie taki sam.

Dziękowanie laptopowi za wiele lat bycia razem wcale nie wydaje mi się kretyńskie. Jest raczej w pełni zasłużone. I potrzebne, choć może tylko mnie.